Wybory na Białorusi 2015

Co powie Łukaszenka światu na szczycie ONZ?


Aleksander Łukaszenka na trybunie ONZ

„Chyba trzeba będzie odwiedzić ONZ” – oznajmił Aleksander Łukaszenka. Z naciskiem na słowa „trzeba będzie”. Tak jakby wolał zostać na Białorusi i nie lecieć do tego Nowego Jorku, ale inni prezydenci przecież czekają…

Jeden wśród 150

Wizyta i wystąpienie Aleksandra Łukaszenki na szczycie ONZ zapewne przez klika dni będzie dominować na antenie i szpaltach państwowych mediów. Będzie to bowiem bardzo rzadka okazja, aby pokazać białoruskiego przywódcę jako polityka skali globalnej.

Na jubileuszową, 70. sesję Zgromadzenia Generalnego ONZ przyjedzie ponad 150 szefów państw. Czy Aleksander Łukaszenka nie „zgubi się” wśród innych prezydentów?

„Konflikt Rosji z Ukrainą bezwzględnie dodał mu znaczenia politycznego i prawdopodobnie będzie on starał się wykorzystać swoje wystąpienie, aby podkreślić swoją rolę rozjemcy. Możliwe, że poświęci też swoje przemówienie temu, jak bardzo ważne jest zachowanie pokoju w Europie Wschodniej i będzie powiązywać to z przykładem Białorusi jako kraju, który ten pokój zachował” – mówi redaktor naczelny internetowego czasopisma internetowego „Idea” Ryhor Astapienia.

Dla zagranicznych mediów i przywódców innych państw najważniejsze będą wystąpienia „globalnych graczy” – USA, Chin, Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji. Na pewno uważnie zostaną wysłuchani wysłannicy krajów Bliskiego Wschodu – z powodu konfliktów, zagrożenia ze strony Państwa Islamskiego i problemu uchodźców. Podobnie – przedstawiciel Iranu, z powodu „kwestii jądrowej” oraz prezydent Ukrainy – z powodu niewypowiedzianej wojny z Rosją.

Na tle globalnych problemów i zagrożeń Aleksander Łukaszenka pozostaje jedynie przywódcą wschodnioeuropejskiego kraju o niewielkim wpływie na politykę regionalną. Ale na ekranach państwowych kanałów białoruskiej TV widzów czeka zapewne obraz Łukaszenki – bojownika o pokój i pryncypialnego, niezłomnego krytyka Zachodu. I to nie po raz pierwszy.

„A u was Miloszevicia linczują!”

Po raz ostatni Aleksander Łukaszenka wystąpił z trybuny ONZ w 2005 roku. Ostro krytykował wówczas państwa Zachodu, źródłem wszystkich nieszczęść ogłosił USA, oskarżył ONZ o bezczynność i własną piersią bronił dyktatorów.

Aleksander Łukaszenka i Slobodan Miloszević

 

 

„Przywódcy suwerennych państw – Jugosławii i Iraku – na podstawie niepotwierdzonych, absurdalnych i wydumanych oskarżeń zostali wtrąceni do więzienia” – grzmiał Łukaszenka.

Rok później sam otrzyma miano ostatniego dyktatora Europy.

„Komisja ds. Praw Człowieka powiela rezolucje na temat Białorusi, Kuby i innych państw. Próbuje je narzucać Zgromadzeniu Generalnemu ONZ. Ale czy ONZ za wydumanymi „problemami” nie widzi prawdziwych nieszczęść i katastrof?” – pytał Łukaszenka z wysokiej trybuny.

„Wydumane problemy”, o których wspomniał białoruski przywódca, dotyczyły porwań Wiktara Hanczara, Juryja Zacharanki, Anatola Krasouskiego i Dźmitryja Zawadskiego. Komisja ds. Praw Człowieka sktytykowała też presję wywieraną na media, organizacje obrony praw człowieka, zamknięcie Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego i aresztowania polityczne.

Wystąpienie przedwyborcze… z trybuny ONZ?

Aleksander Łukaszenka wystąpi na szczycie 28 września, jako piętnasty mówca. Siedemnastym będzie Władimir Putin, a po jeszcze jednym występującym – Petro Poroszenko.

Dokument końcowy szczytu będzie faktycznie długofalowym planem działań, skierowanym na likwidację ubóstwa i głodu. Ale bardzo często mówcy wykorzystują trybunę ONZ w celu rozwiązania kwestii lokalnych i „napompowania” własnego rankingu.

„Oczywiście, że żadnej wagi wystąpienie Łukaszenki mieć nie będzie, ale to kwestia prestiżu dla każdego przywódcy państwa. Chce być na znaczącej trybunie, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej. Gdy inni kandydaci występują ze swoimi półgodzinnymi przemówieniami, on przemawia z trybuny ONZ. Tym samym pokaże, że to jego jego wystąpienie przed Białorusinami, a trybuna ONZ to jego poziom” – podkreśla Ryhor Astapienia.

Wiadomo już, że Łukaszenka pragnie skoncentrować się na kwestiach wojny.

„Myślę, że – i prezydent Rosji, i ja – nie unikniemy tego tematu. Tym bardzie, że mamy co powiedzieć – oświadczył białoruski przywódca. – Trwa nowy, globalny podział stref wpływu, do którego zostaliśmy wciągnięci. Jednak historyczne ambicje nie są warte tego, aby jako ofiarę składać im nasze interesy i życie naszych obywateli”.

Łukaszenka zapewne przypomni też o „braku perspektyw nakładania wszelkich sankcji”.

Źmicier Jahorau, belsat.eu

ZOBACZ TAKŻE
KOMENTARZE