Wybory na Białorusi 2015

Protestów nie było, jedynego zatrzymanego – wkrótce wypuszczono


Jedyne zatrzymanie podczas powyborczej akcji protestu w Mińsku

Po zakończeniu głosowania na ulice Mińska wyszło nieco ponad sto osób. Wśród demonstrantów, którzy postanowili z biało-czerwono-białymi flagami i okrzykami „Żywie Biełaruś!” wyrazić swój stosunek do kolejnego zwycięstwa Aleksandra Łukaszenki, nie było ani jego konkurentów, ani liderów opozycji.

Bohaterem stał się 17-letni Jahor Skrabnieuski, którego funkcjonariusze uznali za „organizatora nielegalnej akcji”. Chłopaka zatrzymano i zapakowano do milicyjnego samochodu. Wkrótce jednak wypuszczono, nawet nie sporządzając protokołu o zatrzymaniu.

Ani konkurentów Łukaszenki, ani liderów opozycji wczoraj tam nie było, bo nawet nie wzywali, aby ktoś zbierał się na wspólną demonstrację. Przyczyną tej decyzji nazywali… zachowanie innych.

„Powiedzieliśmy, że tego dnia nie będziemy narażać ludzi. Jeżeli uczestnicy kampanii prezydenckiej nie wzywają ludzi do protestu, to robić to za nich byłoby niezbyt właściwe – mówił na antenie Biełsatu przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka. – Kandydaci na prezydenta to niech nawet mała, ale jakaś nadzieja, która pojawia się u ludzi. Wyprowadzić kilkaset lub nawet kilka tysięcy ludzi pod pałki byłoby niesłuszne. I mówiliśmy o tym od razu, że organizujemy swoje akcje przed głównym dniem głosowania”.

Anatol Labiedźka o protestach ulicznych

Podobnego zdania był konkurent Łukaszenki w wyborach 2010 i późniejszy więzień polityczny Mikoła Statkiewicz:

„Gdyby ktoś z tych kandydatów, których uważam za fikcyjnych przeciwników Łukaszenki raptem zrobił to, co powinien zrobić każdy demokratyczny kandydat i wezwał ludzi na plac, to zmieniłbym zdanie, przeprosiłbym go i stanąłbym na placu obok niego” – powiedział.

Tymczasem kandydatka Tacciana Karatkiewicz swoją odmowę próby zorganizowania powyborczego protestu lub choćby wzięcia w nim udziału wyjaśniła również troską o ludzi, ale też obawą przed „możliwymi prowokacjami ze strony innych”.

„Reakcja władz może być agresywna i nie jestem pewna, że zdołam zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Druga przyczyna jest taka, że nie chcę, aby ci którzy głosowali na pokojowe przemiany, stali się ofiarą prowokacji innych ruchów politycznych” – tłumaczyła wczoraj w punkcie wyborczym, gdzie oddała swój głos.

cez, belsat.eu/pl

ZOBACZ TAKŻE
KOMENTARZE