Wybory na Białorusi 2015

Pod Mińskiem na białoruskiego prezydenta zagłosował… obywatel Rosji

video

Co piąty wyborca oddał swój głos… już na dwa dni przed wyborami. Centralna Komisja Wyborcza donosi o rekordowej frekwencji, a niezależni obserwatorzy – o rekordowej ilości naruszeń ordynacji wyborczej.

Rekordy frekwencji, rekordy naruszeń

Incydent w punkcie wyborczym nr 29 w Mińsku. Na żądanie komisji z lokalu usunięto akredytowanego tam dziennikarza gazety „Nowy Czas” Arcioma Lawę.

„Robiłem fotoreportaż, wczoraj ukazał się on już na łamach gazety” – mówi Lawa.

Problem polegał na tym, że był tam w czasie, gdy w szkole, gdzie mieści się punkt wyborczy, pojawiła się jej dyrektorka. To ona próbowała przeszkodzić mu w pracy pod pozorem, że „fotografowanie wywołuje stres u wyborców”. Kiedy Lawa poprosił o interwencję członków komisji wyborczej… stracił akredytację.

„Władze starają się jak zawsze wykorzystać sytuację, aby wybory był jak najmniej przejrzyste i otwarte, aby były ułatwione fałszerstwa. Tymczasem dziennikarz może to utrudnić” – wyjaśnia korespondent.

W punkcie wyborczym w Żodino zarejestrowano fakt głosowania przez osobę legitymującą się… rosyjskim paszportem. Młody człowiek twierdził, że jest miejscowy, ale długo mieszkał w Rosji i stąd na obywatelstwo sąsiedniego kraju.

Fakt ten może świadczyć o poważnych nieścisłościach na listach wyborców. Obserwatorzy napisali skargę i zażądali sprawdzenia list. Głosowanie z rosyjskim paszportem jest możliwe, ale tylko w wyborach lokalnych.

O faktach naruszania ordynacji wyborczej mówią też obserwatorzy z Mołodeczna. Na ludzi jest tam wywierana presji, grozi się im zwolnieniem z pracy.

„Siedząc w lokalu wyborczym, zadaję znajomym pytania „Przecież mówiłeś, że nie pójdziesz? Mówiłeś, że nie mają one sensu.” Słyszę wtedy: „Eduard, nawet sobie nie wyobrażasz jak naciskają…” – mówi Eduard Bałanczuk, obserwator z ramienia Białoruskiego Komitetu Helsińskiego. „Ludzie idą głosować przedterminowo, bo boją się stracić te 100 – 150 dolarów pensji”.

Pracownicy mińskiej fabryki traktorów MTZ potwierdzają: tam również przymusowo zapewnia się frekwencję. Obserwatorom udało się nagrać materiał z wypowiedzią przedstawiciela administracji zakładów, który udział w głosowaniu nazywa „gestem wdzięczności” za otrzymane miejsca w hotelu pracowniczym.

Kierownictwo MTZ dementuje doniesienia na temat takich praktyk, chociaż nie wyklucza, że mogły zaistnieć „lokalne przegięcia” i obiecuje zbadać sprawę.

A tymczasem znaczne różnice pomiędzy oficjalną, a zarejestrowaną przez siebie frekwencją w przedterminowych wyborach, odnotowują obrońcy praw człowieka z Bobrujska i Soligorsku. Z Mińska dochodzą informacje o manipulacjach z kartami do głosowania.

Jan Babicki, „Biełsat”

ZOBACZ TAKŻE
KOMENTARZE