Wybory na Białorusi 2015

„Izwiestia”: Łukaszenka przeznaczył 2 mln dolarów na film z Depardieu


Depardieu i Łukaszenka

W filmie o przygodach francuskich lotników z pułku Normandie-Niémen aktor może wcielić się w rolę mechanika. Pieniądze na projekt kazał dać Aleksander Łukaszenka.

„Od razu po wizycie Gerarda Depardieu na Białorusi wezwał do siebie ministra finansów i kazał wyasygnować pieniądze. Teraz trwają prace, producent Gerarda Depardieu zajmuje się kwestiami organizacyjnymi” – opowiedział gazecie „Izwiestia” dyrektor rosyjskiego Gosfilmfondu Nikołaj Borodaczow.

Pułk lotniczy złożony z francuskich ochotników powstał w 1942 roku w rosyjskim Iwanowie. Służyło w nim 14 lotników i 58 mechaników przyjętych przez ZSRR na prośbę generała de Gaulle’a. Francuzi latali na radzieckich jakach, brali udział m.in. w bitwie na Łuku Kurskim, w wyzwoleniu Białorusi i walkach w Prusach Wschodnich. Pod koniec 1944 roku, za wybitne zasługi i męstwo wykazane podczas walk o wyzwolenie Litwy i forsowania Niemna, Józef Stalin nadał pułkowi honorową nazwę „Niemeński”. Od tego czasu jednostka przybrała miano Normandie-Niémen.

Depardieu, deklarujący w ostatnim czasie przypływ ciepłych uczuć do Białorusi w ogólności i Aleksandra Łukaszenki, miałby zagrać w filmie o swoich bohaterskich rodakach rolę drugoplanową.

– Trudno na razie powiedzieć, jaką – mówi Borodaczow. – Najprawdopodobniej mechanika lub podobnego bohatera.

Do pierwszego klapsa droga jeszcze długa, ale Białorusini już od października będą mogli obejrzeć białoruski film sensacyjny z wątkami mistyki i political – fiction. Na ekrany wchodzi obraz „My, bracia”, który za państwowe pieniądze miał podbić Hollywod i zachodnich widzów. Głośno o nim było jeszcze podczas realizacji – ze względu na wątek „Płoszczy”, czyli stłumionej przez siły bezpieczeństwa demonstracji ulicznej po wyborach prezydenckich 2010 roku.

„Oczywiście, że ten film był planowany na [tegoroczne] wybory prezydenckie, jego główni bohaterowie to oficerowie służby bezpieczeństwa prezydenta. Oni tam cały czas dzwonią do prezydenta i prezydent udziela im poleceń, co mają robić z protestującymi – plan „centryfuga”, plan „tarcza”, itd. – dzieli się wrażeniami z premiery niezależny reżyser Andrej Kurejczyk. – Ale to wyglądało tak komicznie i operetkowo, że można było odnieść wrażenie, iż to po prostu jakaś dywersja przeciwko białoruskim specsłużbom i białoruskim władzom. Nie dawało rady brać na poważnie tego, co działo się na ekranie. Sala w kinie „Moskwa” pękała… ze śmiechu, chociaż to niby poważny film”.

NМ, belsat.eu

ZOBACZ TAKŻE
KOMENTARZE